Pruszcz Gdański: Byliśmy na pokazie "cudownych" garnków [RELACJA]

Marta Irzyk
polskapresse
Do naszej redakcji wielokrotnie docierały zaproszenia na pokazy "ekologicznego" gotowania i "prestiżowych" naczyń. Postanowiliśmy skorzystać z zaproszenia - przeczytajcie, co zobaczyliśmy.

Dzwonili tyle razy...
Przed wejściem do sali kłębi się grupa osób z zaproszeniami w dłoniach, na oko w wieku powyżej 60 lat. Głośno dyskutują o tym, co za moment zobaczą. - Dawno nie widziałem [tu pada nazwisko znanego kucharza], ciekawe, jak teraz wygląda – mówi starszy mężczyzna, myśląc, że kucharz, który „patronuje” reklamowanym garnkom, pojawi się na spotkaniu. - Tyle razy dzwonili, że wypadało w końcu przyjść – dodaje jakaś kobieta.

Prowadzący po sprawdzeniu zaproszeń (nie każdy zostaje wpuszczony) wskazują ludziom miejsca – niektórzy zostają zaproszeni do pierwszego rzędu, inni na sam tył. Sala jest wypełniona po brzegi – ok. 50 osób zasiada przed „sceną”, na której środku stoją naczynia przykryte czarną płachtą. Zespół sprzedawców się przedstawia: jest młoda dziewczyna, „absolwentka farmacji” wraz z bratem, a także „wieloletni pracownicy firmy”. Po krótkim wstępie i przedstawieniu firmy (z wieloletnimi tradycjami) następuje ściągnięcie płachty, a oczom zebranych ukazują się lśniące naczynia. Gdy pada pytanie o cenę, prowadzący informuje: 8400 złotych.

- Drogo – słychać głosy z tylnych rzędów. - Nasze naczynia wykonane są z najwyższej jakości stali szlachetnej, więc proszę zachować dla siebie takie komentarze – odpowiada prowadzący.

Patrzcie i uczcie się
Prezentacja garnków przebiega w kilku etapach. Sprzedawca demonstruje, że są niezniszczalne, próbując zarysować dno patelni widelcem (wywołuje przy tym bardzo nieprzyjemny dźwięk, a po sali rozchodzi się szmer niezadowolenia). Przekazuje też zebranym naczynia prosto do ręki, by mogli sprawdzić ich wagę. Co więcej, podczas prezentacji kolejnych garnków przygotowuje na patelni mięso i owoc, które jego asystentka kroi na malutkie kawałeczki i rozdaje zebranym.

Każdą swoją propozycję prezenter poprzedza formułą „patrzcie i uczcie się” i zadaje pytanie „podoba się państwu ta oferta?” tak długo, aż sala odpowie wystarczająco głośno. Gdy uczestnicy spotkania zaczynają rozmawiać między sobą, zwraca się bezpośrednio do nich i każe powtórzyć głośniej. - No, dalej, pośmiejemy się razem – drwi.

W pewnym momencie mówi do rozmawiającej cicho kobiety: „Wcale nie chciałem tu dzisiaj być. Przyjechałem z Ostrowca Świętokrzyskiego, wie pani, gdzie to jest? 600 kilometrów stąd. Mój dwuletni syn miał dziś zabieg i mogłem zostać z nim, ale przyjechałem do was, do Pruszcza Gdańskiego, bo poprosił mnie o to prezes firmy. Bardzo proszę uszanować moją pracę, dobrze?”. Speszona kobieta milknie.

Wyjątkowa oferta
Podczas pokazu kilkukrotnie z publiczności wyłaniane są osoby, które zostają wyróżnione „prezentem”. Prowadzący pyta, komu podobają się przedstawione naczynia. Zgłasza się kilka osób, które, w nagrodę za refleks, otrzymują „wyjątkowy podarunek”, który mężczyzna nazywa „dokumentem”. Okazuje się, że jest to zwyczajna ulotka uprawniająca do zniżki na zestaw garnków. Wytypowane osoby zostają zaproszone do przejścia do stolików „asystentów”, którzy przedstawiają ofertę.

- Zestaw naczyń kosztuje zwykle 8400 złotych, ale z tym dokumentem może go pani otrzymać za 4949 zł – informuje sprzedawca. - Wychodzi 48 rat po 137 złotych – mówi mężczyzna, nie wspominając o odsetkach, wraz z którymi garnki kosztują w sumie... ponad 6,5 tysiąca złotych, czyli 1,5 tys. więcej niż cena, którą obiecywał sprzedawca. Takiego rachunku nie można jednak dokonać przy stoliku, ponieważ sprzedawca zaczyna w tym czasie obiecywać dodatkowe korzyści.

- Wraz z tymi pięknymi naczyniami otrzyma pani naczynie do potraw włoskich, a także kołdrę z merynosów i zestaw noży – mówi, podkreślając, że każdy z przedmiotów wart jest ponad 1000 złotych. Części wytypowanych osób to jednak nie przekonuje, sprzedawcy odsyłają je więc na swoje miejsca.

Główny prezenter kolejny raz wywołuje kilka osób na środek, tym razem pytając, dlaczego chcieliby mieć zaprezentowane naczynia. - Ze względu na zdrowe, beztłuszczowe gotowanie nie tylko dla mnie, ale przede wszystkim dla moich dzieci – mówi ok. 40-letni mężczyzna, a sprzedawca ściska jego rękę. - Jestem zadłużony, mam kredyty i nie mogę ich spłacić. Mówił pan, że zaoszczędzę na wodzie i gazie dzięki tym garnkom, więc chcę je kupić – mówi starszy pan, a na sali zapada cisza. - Dziękuję za szczerość – odpowiada sprzedawca, kierując go do stolika, gdzie ma poznać „wyjątkową ofertę”.

Firma zapłaci
Pod koniec spotkania mężczyzna porusza temat odsetek, które trzeba zapłacić przy ratach. - Średnie oprocentowanie kredytu wynosi 12 proc. Nasza firma dla klientów wynegocjowała najniższą możliwą stawkę, czyli 8,4 proc. Jako że nie możemy zapłacić odsetek, choć bardzo byśmy chcieli, prezes naszej firmy postanowił zrekompensować ten fakt naszym klientom pięknymi prezentami – tłumaczy sprzedawca, podając jednej z kobiet naczynie do pieczenia i pytając, „jak bardzo” jej się podoba.

Przy temacie pieniędzy poruszona zostaje jeszcze jedna kwestia. - Czy państwo są milionerami? - zwraca się do osób, które przyznały, że kupiły już kilka garnków na poprzednim pokazie. - Skoro nie, to widzicie państwo, że to nie pieniądze są przeszkodą przed posiadaniem takiego pięknego zestawu. To tylko kwestia decyzji – przekonuje. Tych, którzy, według niego, nie potrafią „przekalkulować kilku paczek papierosów na swoje zdrowie”, nazywa „matematycznymi analfabetami”.

Mężczyzna przytacza także anegdotę „z poprzedniego pokazu, który odbył się kilka godzin wcześniej”. - Tu, u was, w Pruszczu Gdańskim, na przerwie podczas pokazu dwie panie, prezentujące postawę „bą tą, och i ach” wyszły na papierosa i mówią: no chyba ochu...ał, chce 8 tysięcy za gary – opowiada, żywo gestykulując i wprawiając całą salę w śmiech. - Wróciłem i mówię: to chyba panie ochu..ły, bo ja prezentuję po prostu produkt najwyższej jakości – kwituje, a sala przytakuje. Niektórzy wymieniają zdziwione spojrzenia.

Pokaz urozmaicają też filmiki, gdzie celebryci zachwalają garnki. W tym czasie kilka osób, w tym te, które wcześniej nie były przekonane, podpisują umowy. - Za taką cenę żal nie skorzystać, a oferta jest limitowana – mówi jedna z kobiet, która kupiła garnki.

Spotkanie kończy się po trzech godzinach. Przy wyjściu ludzie mają do wyboru „ekskluzywny prezent za 100 złotych”, czyli blender, żelazko lub suszarkę. - Poproszę suszarkę, bo żelazka mam już cztery – mówi starsza pani, biorąc karton pod pachę. Niektórzy wychodzą „obdarowani” podwójnie – w jednej ręce niosą blender czy żelazko, a w drugiej – umowę.

Po co nam Polski Ład?

Wideo

Materiał oryginalny: Pruszcz Gdański: Byliśmy na pokazie "cudownych" garnków [RELACJA] - Pruszcz Gdański Nasze Miasto

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie