Lechia Gdańsk drugi raz w tym sezonie straciła dwa gole przewagi. Takich meczów było więcej, a aż pięć za kadencji trenera Piotra Stokowca

Paweł Stankiewicz
Paweł Stankiewicz
Lechia Gdańsk zremisowała w Krakowie z Wisłą 2:2, chociaż prowadziła już 2:0 po pierwszej połowie. To nie pierwsza taka sytuacja w tym sezonie, a i w poprzednich biało-zieloni potrafili tracić dwu, a nawet trzybramkową przewagę.

- 2:0 to niebezpieczny wynik – mówił Czesław Michniewicz, trener Legii Warszawa, kiedy prowadził jeszcze drużynę Pogoni Szczecin. Dziś jego słowa często są przypominane przy okazji meczów, które pokazują, że taką zaliczkę można w łatwy sposób roztrwonić.

CZYTAJ TAKŻE: PKO Ekstraklasa 2021/22 NA ŻYWO. Wyniki, tabela

W przypadku biało-zielonych można powiedzieć, że nie uczą się na własnych błędach, bo do takiej sytuacji dopuścili dwa razy z rzędu. Przed przerwą reprezentacyjną Lechia grała z Radomiakiem na stadionie Polsat Plus Arena Gdańsk i już po 19 minutach prowadziła 2:0. Nie uszanowała wyniku i Radomiak w drugiej połowie w ciągu pięciu minut strzelił dwa gole i wywiózł jeden punkt z Gdańska. To był ostatni mecz Piotra Stokowca w roli szkoleniowca biało-zielonych, choć to nie wynik i przebieg meczu zadecydował o rozstaniu z trenerem. Zespół przejął Tomasz Kaczmarek i swoją pracę z Lechią zaczął w identyczny sposób, jak Stokowiec ją zakończył. Biało-zieloni mieli problemy w pierwszej połowie meczu z Wisłą w Krakowie, ale zagrali skutecznie i prowadzili 2:0. Taki stan rzeczy utrzymał się do 71 minuty, kiedy „Biała Gwiazda” zdobyła kontaktowego gola, a wyrównującego w siódmej minucie doliczonego czasu gry. To, że Wisła nie zasłużyła na porażkę w tym meczu nie ma absolutnie żadnego znaczenia, bo Lechia mając dwie bramki przewagi powinna wrócić do Gdańska z kompletem punktów.

Sędzia Paweł Raczkowski doliczył sześć minut, a gol dla Wisły padł w siódmej. Trzeba jednak pamiętać, że w doliczonym czasie była czerwona kartka dla obrońcy Wisły Kraków, a dodatkowo trener Tomasz Kaczmarek przeprowadził zmianę wpuszczając Łukasza Zjawińskiego za Łukasza Zwolińskiego. Za te dwa zdarzenia sędzia Raczkowski miał prawo dodać jeszcze przynajmniej minutę do czasu gry.

CZYTAJ TAKŻE: Tak prezentują się partnerki piłkarzy Lechii Gdańsk ZDJĘCIA

W poprzednich latach piłkarzom Lechii też zdarzało się tracić punkty w meczach, w których przewaga bramkowa wydawała się już bezpieczna. W sezonie 2019/20 Lechia prowadziła we Wrocławiu ze Śląskiem 2:0 po golach Flavio Paixao na początku pierwszej i drugiej połowy. Wówczas końcówka była niemal identyczna jak w Krakowie, bo Śląsk kontaktowego gola zdobył również w 71 minucie, a Michał Chrapek wyrównał w doliczonym czasie spotkania. W tym samym sezonie biało-zieloni roztrwonili jeszcze dwukrotnie taką przewagę w meczach wyjazdowych. W Lubinie w spotkaniu z Zagłębiem drużyna z Gdańska prowadziła 4:2 w 55 minucie spotkania, ale Zagłębie za chwilę strzeliło gola kontaktowego, a do wyrównania doprowadziło na siedem minut przed zakończeniem pojedynku. No i debry z Arką w Gdyni i znowu problemy w ostatnich 15-20 minutach spotkania. Na początku drugiej połowy do bramki Arki w ciągu dwóch minut trafili Flavio Paixao oraz Artur Sobiech. Nie utrzymali tego wyniku, bowiem w 75 minucie kontaktowego gola zdobył Michał Nalepa, a w doliczonym czasie wyrównał Marko Vejinović. To kolejny mecz z podobnym scenariuszem i golem straconym w czasie dodatkowym.

W sezonie 2018/19 pamiętny mecz został rozegrany w Gdańsku, w którym Lechia zmierzyła się z Zagłębiem Lubin. Biało-zieloni, po trzech golach Sobiecha, prowadzili 3:0 już po 25 minutach. W drugiej połowie stracili trzy bramki, z czego drugą w 71 minucie, a trzecią oczywiście w doliczonym czasie gry i niespodziewanie punkt pojechał do Lubina. W sumie pięć razy Lechia traciła przynajmniej dwubramkową przewagę za kadencji trenera Stokowca.

Na koniec przypomnijmy jeszcze jeden mecz, który został rozegrany na zakończenie sezonu 2014/15 i nie decydował już o niczym. Do 79 minuty Lechia prowadziła w Białymstoku z Jagiellonią 2:0, aby przegrać tamto spotkanie 2:4. Wówczas ostatniego gola strzelił z rzutu karnego Maciej Gajos, obecnie piłkarz biało-zielonych.

Pazdan, Sobiech, Furman i Quintana wracają do ekstraklasy. "To ciekawe nazwiska, które mówią coś kibicom. To magnesy na stadiony"

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie