Pani Róża musi wrócić do Chin

Pani Róża musi wrócić do Chin. Potrzebna jest pomoc finansowa (© fot. joanna łabasiewicz)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Róża Kopczyńska, o której pisaliśmy w styczniu, wróciła po kolejnej terapii w Chinach. - Wszystkie guzy zostały usunięte - cieszy się 34-letnia kobieta, która od ponad roku choruje na rozsianego raka piersi.

Tak, jak kilka innych kobiet z Pomorza, pani Róża ratunku szukała w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym Leczenia Raka w Tianjin w Chinach.

- Na szczęście badania pokazują, że od października nie pojawiły się nowe przerzuty - nie ukrywa zadowolenia chora. - Lekarz w Chinach podjął decyzję o leczeniu medycyną nuklearną. Polega to na wprowadzeniu izotopów promieniotwórczych do organizmu, które skupiają się wokół guza i utrzymują się tylko przez 59 dni. Muszę przyznać, że są tam bardzo dobrzy specjaliści, którzy stosują leczenie mało inwazyjne.

Mimo tak radosnych wieści, pani Róża musi wrócić do Chin.
- Każde badanie potwierdza, że ciało jest czyste, wolne od guzów, ale muszę wrócić do kliniki na kontrolę i przejść immunoterapię - wyjaśnia. Wyjazd do Azji czeka pacjentkę pod koniec kwietnia, ale potrzeba na ten cel aż 50 tys. zł. Do tej pory rodzina wydała na leczenie już 170 tys. zł.
- Prosząc o wsparcie pieniężne, przy okazji chciałam podziękować w imieniu męża i pięcioletniej córeczki tym osobom, które przekazały na moje leczenie środki - mówi Róża Kopczyńska. - Liczę na zrozumienie i otwartość kolejnych osób, ponieważ musimy spłacić długi.

W marcu 2010 r. pani Róża obudziła się z rozpierającym bólem w lewej piersi. USG wykazało, że to torbiel. Mimo regularnych wizyt u specjalistów, w lutym 2011 r. padła diagnoza, że to rak piersi. Już w marcu pani Róża otrzymała pierwszą serię chemioterapii. W lipcu usunięto jej lewą pierś wraz z węzłami pachowymi. Podjęto leczenie herceptyną. Niestety, pojawiły się przerzuty do wątroby. Wtedy rodzina podjęła decyzję o leczeniu w Chinach. - Oni nie obiecują cudów, ale robią wszystko co w ich mocy, by pomóc i nie ma znaczenia, czy pacjent jest z Europy, czy z Azji - przekonuje. - Jednocześnie kontynuuję leczenie herceptyną, jaką podają mi polscy lekarze. To w naszych warunkach najlepszy lek. Wierzę, że obie metody działają i dlatego są takie dobre efekty, które utrzymają się i nowotwór nie powróci.

Osoby, które chciałyby pomóc podajemy nr konta 34 1240 4009 1111 0000 4490 9943 Fundacji "Światło" z Torunia, z dopiskiem na leczenie Róży Kopczyńskiej. Można przekazać 1 procent podatku - KRS 0000183283, cel: na leczenie Róży Kopczyńskiej.



Komentarze (3)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez POLSKAPRESSE Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Karolina (gość)

bylismy z nia do końca. Taka waleczna osoba! Kochana Różyczko-zaszczytem było dla nas kawałeczek życia spędzić z Tobą. Nie umiałam bez łez pożegnać się z Tobą. Tak nam ciebie Kochanie brakuje....