Guns n' Roses w Gdańsku. Historyczny koncert na Stadionie Energa Guns n' Roses w Gdańsku. Historyczny koncert na Stadionie Energa

Guns n' Roses w Gdańsku. Historyczny koncert na Stadionie Energa

Zarzucić wtorkowemu koncertowi można wiele – poczynając od chaosu i walki o miejsca na trybunach, przez trudności z powrotem, po początkowe problemy z nagłośnieniem, ale koniec końców liczyło się tylko to, że po raz pierwszy w Polsce mogliśmy obejrzeć niemal klasyczny skład Guns n’ Roses. Koncert bez wątpienia historyczny, a - w obecnych okolicznościach - najlepszy, na jaki mogliśmy liczyć.

Grupa zagrała w Gdańsku znaczącą większość tego, co miała w repertuarze najlepszego, wliczając w to obie przesiąknięte patosem ponaddziesięciominutowe ballady – „November Rain” i „Estranged”. Po raz pierwszy można było usłyszeć utwory z albumu „Chinese Democracy” ze Slashem na gitarze, z których „Better” i tytułowe „Chinese Democracy” sprawdziły się na koncercie bardzo dobrze. Przesadnie ckliwe „This I Love” udowodniło, że Axl zachował sporo ze swoich możliwości wokalnych, ale wyraźnie odstawało od reszty materiału.

Z największych hitów zabrakło „Don’t Cry”, co mogło dziwić, zważywszy, jak wiele (często niepotrzebnych) coverów usłyszeliśmy podczas trzygodzinnego występu – od „Wish You Were Here”, przez „Laylę” i „The Seeker” The Who, „Melissę” The Allman Brothers Band aż po „Black Hole Sun” zagrane w hołdzie zmarłemu Chrisowi Cornellowi. Usłyszeliśmy też, zgodnie z tradycją, motyw przewodni z filmu „Ojciec chrzestny” połączony z inspirowanym Chuckiem Berrym solowym popisem Slasha. Dość dyskusyjna była decyzja zespołu, by aż dziesięć minut poświęcić utworowi „Coma”, który z pewnością do największych osiągnięć grupy się nie zalicza – a podczas którego atmosfera wśród publiczności wyraźnie „siadła”.

Guns n’ Roses starali się bardzo. Występ trwał trzy godziny, a w jego trakcie usłyszeliśmy – w zależności od tego, jak liczyć krótkie covery – około 30 utworów. Slash zaprezentował formę, do której przyzwyczaił przez ostatnie lata, a Axl – choć zdecydowanie mniej dynamiczny niż w latach świetności – bardzo poradził sobie z większością utworów. Całościowo koncert był bardzo przyjemną sentymentalną podróżą, która pewnie wielu fanom osłodziła to, że w latach 90. grupa nigdy nie wystąpiła w Polsce.

Zobacz też: Guns N' Roses w Gdańsku. Axl Rose i zespół na Stadionie Energa [ZDJĘCIA, WIDEO]


Zobaczcie też: Serwis Koncerty w Polsce: zapowiedzi, fotorelacje, wywiady z artystami, bilety na koncerty


Koncerty w Polsce

Komentarze (3)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Jarek (gość)

To ta kapela, której wokalista powiedział kiedyś, że dla Żydów i Polaków nigdy nie zagra?

dhdd (gość)

„Coma”Z CAŁĄ pewnością do największych osiągnięć grupy się zalicza Inna sprawa czy należy to grać na koncertach. Dla gryzipióra ,który to pisał z pewnością największym osiągnięciem jest "Don't cry" czy inne Sweet child of mine" Gratuluję

comagnr (gość)

Też czekałem na Come☺ mój ulubiony utwór,ale musiałem niestety obejrzeć to z boku sceny,bo przed sceną nie było warunków. .jakieś naćpane towarzystwo tańczyło pogo od pierwszego utworu i wszystkich deptali i pchali na barierki blisko było do rekoczynów więc by tego uniknąć przeszedłem na bok i czar prysł,bo już efektu jak wczesniej nie było..Ochrona do bani nic z kolesiami nie zrobiła,a ludzie którzy zapłacili za bilet pod sceną musieli oglądać koncert na telebimie także Virgin i Killing super Gunsi poprostu mega ,a organizacja i część pseudo niestety fanów to zero kompletne! Pozdrawiam mój nick na Instagramie comagnr.

Coma (gość)

Coma to jeden z lepszych utworów wydanych przez GNR. Mnie na szczęście nie zdziwił brak Don't Cry, wręcz się cieszyłem. Po co grać tak wolny utwór na koncercie kiedy ludzie przyszli się bawić? Widowisko to było gratką dla prawdziwych fanów , a nie dla osób znających top 10 hitów zasłyszanych kiedyś w radiu.