Wybierz region

Wybierz miasto

    Tancerki, dymy i orkiestra

    Autor: Janusz Woźniak

    2003-12-20, Aktualizacja: 2004-12-18 16:46

    Kibic przychodzi na mecz i chce aby jego drużyna wygrała. Kibic chciałby też spędzić w hali czy na boisku czas przyjemnie, a więc potrzebuje dodatkowych atrakcji. Kibic płaci za bilety i wymaga, chociaż...

    Kibic przychodzi na mecz i chce aby jego drużyna wygrała. Kibic chciałby też spędzić w hali czy na boisku czas przyjemnie, a więc potrzebuje dodatkowych atrakcji. Kibic płaci za bilety i wymaga, chociaż... nie do końca orientuje się, ile organizacja meczu kosztuje. Ale to akurat nie musi go obchodzić.


    Jak zorganizować mecz, aby wszyscy byli zadowoleni? Prześledźmy to na przykładzie koszykarek Lotosu VBW Clima Gdynia i ich rywalizacji w Eurolidze. Może zacznę od tego, co oglądam wyjeżdżając z drużyną do innych europejskich miast. Czy to Ateny, Stambuł, Valencja lub Samara, standard jest podobny i niezbyt wyszukany. Wszędzie jest zespół taneczny z amerykańska zwany "cheerleaders". Tańczy jakaś maskotka zespołu, odpowiednio dobiera się oprawę muzyczną. Z dziesiątków spotkanie, jakie oglądałem, z tych zespołów utkwił mi w pamięci tylko jeden - ten z Moskwy. Kazaczok czy kankan w jego wykonaniu był wręcz perfekcyjny. Byłem jednak mniej zdziwiony, kiedy dowiedziałem się, że to absolutnie profesjonalna grupa taneczna, która z występami jeździ nawet poza Europę.

    Wróćmy jednak do Gdyni, gdzie w Lotosie VBW Clima za całą logistykę i organizację spotkań Euroligi odpowiada dyrektor klubu, Marcin Kicior.
    - Przede wszystkim musimy trzymać się przepisów Międzynarodowej Federacji Koszykówki. Oprócz przepisów są też zalecenia. Na przykład w tym roku kładzie się nacisk na efektowną prezentację drużyn przed meczem. Taki show ze światłami laserowymi, dymami i specjalną muzyką. Wspomniane już przepisy zobowiązują nas do opieki nad drużyną przyjezdną. W praktyce oznacza to odebranie zespołu z lotniska, zakwaterowanie, wyżywienie, zorganizowanie warunków do treningu, a później powtórne odwiezienie na lotnisko.
    Tego samego oczekujemy, kiedy wyjeżdżamy na mecz rewanżowy. Zresztą podobną logistykę stosujemy w przyjęciu sędziów. Jak na razie, a przecież w Eurolidze gramy już kilka lat, nie było do nas żadnych uwag. My też w stosunku do naszych przeciwników uwag nie mieliśmy. Z jednym wszak wyjątkiem. W ubiegłym roku prawdziwe fanaberie zaczęli stroić działacze z Jekaterinburga. Hotel im nie odpowiadał, nie powiadomili nas o czasie przylotu do Trójmiasta - mówię tu o trzecim meczu w play off - a później napisali na nas skargę. Sami natomiast z roli gospodarzy wywiązali się wręcz fatalnie. No, ale było, minęło, to taki jedyny zgrzyt.

    Jakie są koszty organizacji meczu Euroligi? Oficjalny dokument, czyli preliminarz, zamyka się kwotą w granicą 25 tysięcy złotych. A ile biorą sędziowie? Za samo gwizdanie po 250 euro. Ale do każdego z sędziowskiej pary trzeba jeszcze doliczyć około 1000 euro, jako zwrot kosztów za przelot i hotel.

    Płaci się też Pstrąg Orkiestrze, która przygrywa na meczach w Gdyni, płaci się grupie tanecznej Lotos prowadzonej przez Annę Kwitniewską, płaci się spikerowi oraz zagrzewającemu publiczność do dopingu. Ta ostatnia para na mecze Euroligi do Gdyni przyjeżdża aż z Mielca. Dlaczego? Bo są dobrzy i wcześniej sprawdzili się jako wodzireje w lidze światowej siatkówki.

    25 tysięcy zł to naprawdę dużo. Tym bardziej, iż dochód z meczu Euroligi, za sprzedane bilety i karnety, to około 7 tys. zł. Różnicę pokrywa sponsor danego meczu i klubowy budżet.

    Zdaniem prezesa Mieczysława Krawczyka, euroligowe mecze w Gdyni niczym nie różnią się od tych organizowanych za granicą. W ostatni czwartek - co prezes przyznaje - było trochę nerwów, kiedy nastąpiła awaria zegara odmierzającego czas 24 sekund, a później i całej tablicy. Cóż, niby złośliwość rzeczy martwych, ale - przynajmniej teoretycznie - organizator powinien wszystko przewidzieć. Na szczęście goście z Peczu nie zgłaszali zastrzeżeń. Niewykluczone jednak, iż Europejska Federancja Koszykówki nałoży na Lotos jakąś karę za tę awarię.

    - Jaka była największa wpadka organizacyjna w mojej karierze? - zastanawia się głośno Krawczyk. - Po przeprowadzce koszykarek do Gdyni drugi mecz graliśmy ze Stalą Brzeg. Chciałem, aby było efektownie, więc na prezentację zgasło światło, a punktowy reflektor miał wyprowadzać zawodniczki. Zanim jeszcze prezentacja się zaczęła parkiet boiska przemienił się w jeden wielki bokserski ring. Nie przewidziałem, że pseudokibice Arki i Bałtyku zechcą właśnie w tym miejscu i czasie stoczyć ze sobą bitwę. Musiała interweniować policja, mecz zaczął się z półtoragodzinnym opóźnieniem, a zdenerwowane tym wydarzeniem zawodniczki nie bardzo potrafiły trafić do kosza. Wygraliśmy wówczas 46:39.

    Za oceanem też dba się - powiedziała nam Małgorzata Dydek - o właściwą oprawę spotkań ligi WNBA. Mam jednak wrażenie, że tam robi się to bardziej profesjonalnie i w nieco innym stylu. Występom mojej drużyny towarzyszą na przykład gimnastycy, wykonujący różne salta, skoki, wsady do kosza, oraz 3-4-letnie dzieciaki. Wszystko to odbywa się w konwencji humorystycznej, która bawi publiczność. Nie oznacza to jednak, że nie podoba mi się to, co dzieje się w Gdyni czy na innych meczach Euroligi. Na pewno adrenalina rośnie, kiedy grają polski hymn. Ale cały ten show z prezentacją przed meczem my, zawodniczki, chciałybyśmy skrócić do minimum. Jesteśmy bowiem po rozgrzewce i chcemy już jak najszybciej grać.

    Sonda

    Czy chcesz utworzenia województwa Środkowopomorskiego?

    • NIE (60%)
    • TAK (28%)
    • NIE OBCHODZI MNIE TO (12%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.