Wybierz region

Wybierz miasto

    Pruszcz Gdański. Nieprawidłowości przy obrocie ziemią

    Autor: Piotr Kławsiuć

    2003-11-26, Aktualizacja: 2004-12-18 17:06

    W każdym z opisanych niżej przypadków mechanizm jest podobny. Osoba prywatna kupowała za małe pieniądze działkę należącą do Skarbu Państwa. Później czekała, aż miasto podniesie jej wartość poprzez przekwalifikowanie z ...

    W każdym z opisanych niżej przypadków mechanizm jest podobny. Osoba prywatna kupowała za małe pieniądze działkę należącą do Skarbu Państwa. Później czekała, aż miasto podniesie jej wartość poprzez przekwalifikowanie z rolniczej na budowlaną lub uzbrojenie działek.



    Pojawiają się dwa pytania. Dlaczego miasto, wiedząc, że zamierza podnieść wartość konkretnych terenów, nie postarało się o ich wcześniejsze przejęcie? Dlaczego Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa tanio sprzedała tereny, wiedząc, że ich cena wkrótce wzrośnie kilkakrotnie?


    Ziemię sprzedam tanio



    Działka budowlana o powierzchni 0,7 ha, przy ul. Kasprowicza w Pruszczu Gd. jest wyceniana obecnie na ok. 300 tys. zł. Cztery lata temu, rzeczoznawca Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa wycenił na tę samą kwotę działkę 10 razy większą - przy tej samej ulicy. Teren kupiła w 1999 roku za 721 tys. zł spółka - nazwijmy ją X. To od tej transakcji zaczęło się nasze śledztwo.


    - Miasto mogło przejąć lub wykupić ten teren - mówi nasz informator. - Nie wiem czemu pozwoliło na sprzedaż. Firma X zapłaciła za działkę budowlaną leżącą niedaleko planowanej obwodnicy ekologicznej, jak za ziemię rolniczą. Wyszło im kilka złotych za metr kwadratowy. Dziś działki na tym terenie są 10 razy droższe.


    - To wcale nie musiał być złoty interes. To był po prostu strzał w dziesiątkę. Trochę dzieło przypadku - tłumaczy Jan Szurek, prezes spółki Tonagro, którą powołano do sprzedaży agencyjnych nieruchomości. - Inwestor nie miał pewności, że miasto doprowadzi do jego działki drogi i media. Nie wiedział czy stanie się to za rok, czy za 15 lat.


    Dziwne jest jednak to, że gdy znalazł się nowy właściciel tych terenów, miasto bardzo szybko doprowadziło tam media i drogę. Spółka X mogła zacząć w końcu zarabiać na inwestycji. Podzieliła teren i zaczęła sprzedawać mniejsze działki.


    Niepewne
    porozumienie



    Nie ma dowodów na to, że w przypadku tego interesu doszło do porozumienia między reprezentantami miasta, a nabywcą terenu. Wiadomo jednak, że AWRSP wiedziała, że miasto planuje uatrakcyjnić teren.


    - Pasuje to do schematu wykorzystywanego przez pracowników agencji - twierdzi prokurator, który prowadzi sprawę pruszczańskiego oddziału AWRSP. - Sprawdzamy podobne przypadki.


    Trudno powiedzieć, czy mechanizm wykryty przez prokuraturę miał miejsce w przypadku złotego interesu z ulicy Kasprowicza.


    - Pieniądze często zarabiano w taki sposób, że sprzedawano ziemię rolniczą, mimo że wiadomo było, iż niedługo zostanie zamieniona na budowlaną - dodaje prokurator. - W takich przypadkach wystarczyło poczekać kilka lat. Agencja zarobiłaby dużo pieniędzy.


    Z dokumentów spółki X złożonych w Sądzie Rejestracyjnym w Gdyni wynika, że została ona założona przez dwóch wspólników. O pruszczańskim wydatku - 721 tys. zł, nie ma w dokumentach ani słowa. Obecnie dwaj jej właściciele działają już pod szyldem innych spółek.


    Ekologicznie
    nie znaczy czysto



    Działkę przy ulicy Kasprowicza wyceniał Stefan M. Jest to rzeczoznawca pracujący zarówno dla AWRSP (obecnie Agencja Nieruchomości Rolnych), jak i dla miasta. Posiada on rozległe tereny w gminie Pruszcz Gdański i w jej okolicach. Nie bez znaczenia jest to, że utrzymuje on dobre kontakty z radnym G., byłym przewodniczący pruszczańskiego SLD.


    Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku zarzuca G. to, że pośredniczył w składaniu propozycji korupcyjnej osobie, która chciała kupić ziemie od AWRSP. Radny pytany o swoje relacje ze Stefanem M powiedział:


    - Nie ukrywam tego, że się znamy i lubimy.


    Nie ma w tym nic złego. Nie powinno nawet dziwić to, że jeden z mężczyzn i synowie drugiego kupili działki w tej samej okolicy. Podejrzenia pojawiają się jednak, kiedy spojrzymy, w jakim miejscu obaj panowie postanowili ulokować swoje oszczędności. Okazuje się, że obydwaj zakupili ziemię rolniczą przy terenach, na których później postanowiono wybudować ekologiczną obwodnicę miasta. Trudno podejrzewać, że radny, który miał tak silną pozycję w mieście, nic o tym nie wiedział.


    Skandalem jest też to, że miasto na późniejsze wykupienie działek (w tym od Stefana M.) pod planowaną obwodnicę wydało ponad 600 tys. zł. Kosztów tych mogłoby nie być, gdyby były burmistrz, Andrzej Gajos, w porę wystąpił o nieodpłatne przekazanie tych terenów przez AWRSP. Dlaczego tego nie zrobił? Może dlatego, że w tamtym czasie rada zdominowana była przez SLD, któremu przewodniczył radny G. Andrzej Gajos był wybrany na stanowisko... przez tę właśnie radę. Zaniechanie burmistrza pozwoliło zarobić również Stanisławowi H., szefowi gospodarstwa pomocniczego ANR w Pruszczu Gd.


    Pikanterii sprawie dodaje opracowywany właśnie nowy plan zagospodarowania przestrzennego na tereny przylegające do obwodnicy. Zakłada on, że już w przyszłym roku działki mają zostać przekwalifikowane z rolniczych na mieszkaniowe lub usługowe, które są o wiele droższe.

    Sonda

    Czy chcesz utworzenia województwa Środkowopomorskiego?

    • NIE (60%)
    • TAK (28%)
    • NIE OBCHODZI MNIE TO (12%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.